Alfa i Omega (czyt. ja) versus magazyn motoryzacyjny „Motór”

Skąd oni (do licha!) wzięli tę nazwę?

Czyżby chodziło o nawiązanie do polskiego filmu „Motór” Wiesława Palucha, gdzie bohaterowie oddawali cześć i chwałę jednośladowi? Hmm…

„O wielki Motórze, swoją przenajświętszą benzynę zamień w wino, abyś nasze pragnienie ugasić mogła”  

Tak naprawdę to nieistotne! Jednak nie bez powodu wracam do tej niezależnej produkcji, cytując jej fragment. Dzięki uprzejmości redaktora naczelnego otrzymałem całą kolekcję magazynu „Motór” i  mogę oddać się lekturze.

Tak naprawdę to jestem na niego zły (mam nadzieję, że nie dotrze do niego ta informacja), gdyż stałem się przez niego poniekąd influencerem, tylko takim trzeciej kategorii – bez wpływu na opinię i decyzję innych, ale mimo wszystko reklamującym produkt, jakim jest magazyn „Motór”. Lada moment się sprzedam i będę reklamował pasty do kręcenia wąsów oraz wmawiał mym czytelnikom, że samochody elektryczne są doskonałe, są pozbawione wad i są w 100% proekologiczne.

Podchodzę z dystansem oraz dozą ciekawości, bo nie ma obecnie na naszej katolickiej ziemi czasopisma, które szczerze lubię i szanuję. Nie chciałbym nikomu nic ujmować, bo wielu dziennikarzy świetnie wykonuje swoją robotę, zapewne o wiele lepiej ode mnie, ale ja po prostu ich nie lubię. Nie lubię przepisywania „zagramanicznej” prasy, nie lubię tandetnych sponsorowanych artykułów, czy też testów, nic nie wnoszących do wiedzy potencjalnego czytelnika. Nie lubię udziału zagranicznych kapitałów, które skreślają na dzień dobry inne marki, nie interesują mnie parametry w stylu długość w milimetrach siedziska, szerokość w milimetrach siedziska, długość w milimetrach zagłówka… Interesuje mnie to, czy usiądę wygodnie w danym fotelu, czy ma dobre trzymanie boczne i czy zmieści się w nim ktoś pokaźnych rozmiarów, niegdyś nazywany człowiekiem majętnym.

Boli mnie również to, że znajdziemy wartościowe artykuły, a nie ma w nich porządnych zdjęć… Publikowane są zdjęcia pod jedno dyktando, ba, w wielu przypadkach prezentowane auta na zdjęciach są brudne, bez żadnej ciekawej perspektywy, która w dużej mierze określa charakter auta. W moim odczuciu jest to brak szacunku do czytelnika oraz zmęczenie materiału. Wróćmy jednak do bohatera, jakim jest „najprawdopodobniej najlepszy magazyn motoryzaycjno-lifestylowy, jaki kiedykolwiek pojawił się na polskim rynku” – nie oszukujmy się, to odważne stwierdzenie. Jak dla mnie, wieśniaka z Białegostoku „lifestylowy” brzmi tak trochę po Warszawsku… Warszawiacy śmieją się z Białostoczan, a Białostoczanie z Warszawiaków, jednak to Białostoczanie pakują słoiki i jadą do pracy do Warszawy, a nie na odwrót.

A! Jeszcze jedno – zanim zacznę krytykować, to na wstępie pierwszego numeru wyczytałem, że „ (…) poniekąd przychody z reklam zależą od ich wyświetleń, to wydawcy zaczęli publikować coraz więcej clickbaitów, które tak mocno nas wszystkich irytują. I w tym miejscu wjeżdża nowy Motór, cały na biało”. W takim razie postanowiłem wygrzebać z szafy moje białe discopolowe dzwony, w których udałem się na lokalny bazar, aby nabyć kasety DISCO POLO show Mister Dex Shazza VABANK… Teraz też jestem cały na biało i możemy się zmierzyć.

Będzie w skrócie, bo nie chce spoilerować, jak to mawia dzisiejsza młodzież. Rzeczywiście jest to magazyn motoryzaycjno-lifestylowy, mamy masę wywiadów z ciekawymi personami związanymi z motoryzacją, mamy, jak sama nazwa wskazuje, dział o motocyklach (współczesnych, customowych oraz klasykach), który de facto jest moim ulubionym. Co jest tym bardziej ciekawe, skoro nie znam się kompletnie na motocyklach, z reguły tego typu materiały omijam szerokim łukiem… Ogólnie to jestem Conrado Moreno na skuterze, a być może dzięki „Motórowi” sam będę odmawiał modlitwę do motocykla.

Mamy dział o samochodach współczesnych, chylę czoła przed sztabem „Motóra”, gdyż robią dobrą selekcję, co trafia do magazynu (no… może poza testem Forda Mustanga). Mamy również dział klasyków, do którego – wiadomo – mam również słabość. Podoba mi się forma, podoba mi się również to, jak redaktorzy i redaktorki przelewają swoje widzimisię na papier. Co prawda, jedni podobają mi się bardziej, drudzy mniej… Tak czy owak, jest to wysoki poziom, a przecież nigdy wszystkim nie dogodzisz – nawet Lisa Ann nie daje rady.

Znajdziemy też trochę wiedzy z cyklu wiedzy bezużytecznej, a jednak interesującej. Wszystko to ma ładną i schludną formę (no może brakuje ładnych wąsów pod logiem „Motór”…). To niemal 100-stronna lektura w uczciwej cenie. Najlepiej brać całą kolekcję, gdyż kosztuje mniej niż średniej klasy butelka koniaku, a dostajemy w zamian niemal 700-stronną lekturę! Macie tutaj link do sklepu, gdyż redakcja nie wspiera wielkich korporacji i bardzo dobrze! Na hasło – Dziani10 macie ekstra 10% rabatu.

Wracam do cytatu z filmu „Motór” Wiesława Palucha „O, wielki Motórze, swoją przenajświętszą benzynę zamień w wino, abyś nasze pragnienie ugasić mogła” –  dzięki Mateusz, dzięki całej Redakcji – ugasiliście moje pragnienie.

Skala wąsa

czytałem . podoba mi się . czytałem podoba mi się 4
czytałem . nie podoba mi się . czytałem nie podoba mi się 0
nie znam . chętnie poznam . nie znam chętnie poznam 4
nie znam . nie chce poznać . nie znam nie chce poznać 0