Wysublimowana uczta dla zmysłów – Bentley Continental GT Convertible W12 – test

Nie będę ukrywał… Byłem cholernie podekscytowany na myśl, że trafi w me łapska prawnuk Bentleya R-Type’a Continentala, symbol wszystkiego, czym powinien być grand tourer. Ekscytacja, to nie jedyne uczucie, jakie mi towarzyszyło, byłem też cholernie ciekaw, czy rzeczywiście Bentley Continental GT Convertible sprawia, że każda podróż jest wyjątkowa, i jak ma się ten uroczy brytyjski marketingowy bełkot do rzeczywistości.

Bentley Continental GT Convertible W12

Proszę mi wierzyć na słowo, że jest tylko jeden sposób, aby docenić kunszt tego GT – trzeba usiąść za kierownicą. Koniec i kropka. Szczerze? Współczuję sztabowi pismaków Bentleya, który, owszem, fajnie cukierkuje w broszurkach i materiałach prasowych, ale to nie jest to…

Bentley Continental GT Convertible wygląda jak wielka sakwa funtów z kołami i kierownicą. W mojej ocenie trzecia generacja w końcu wygląda należycie. Jest subtelna, majestatyczna, dystyngowana, i, co warto podkreślić, ma świetną linię. Tylne nadkole zostało mocno uwydatnione (dokładnie tak jak u pradziada R-Type’a Continentala) – jest to doskonały smaczek, zwłaszcza dla koneserów marki.

Bentley Continental GT Convertible W12

Urzekający jest również chromowany wylot powietrza w kształcie litery „B”, jak Bentley, z dyskretnie wkomponowaną liczbą 12, która oznacza liczbę cylindrów. Ponadto łączy się on z listwą pociągniętą przez niemal całe nadwozie – wygląda to bardzo szykownie.

Bentley Continental GT Convertible W12

Vis-à-vis odnoszę wrażenie, że najnowszy Continental GT Convertible też ma coś z pradziada. Te nieregularne kształty, przetłoczenia, podwójne okrągłe reflektory i przepastnych rozmiarów grill, który mieni się tak w blasku słońca, że aż mnie nieco przytłacza. Uwielbiam przednie matrycowe reflektory LED-owe inspirowane kieliszkami z ciętego szkła nie za to, że doskonale oświetlają nam drogę, lecz za to, że mam ochotę napić się z nich bliskiemu memu sercu koniaku.

Bentley Continental GT Convertible W12

Z tyłu auta zaszły największe zewnętrzne wizualne zmiany, rzecz jasna, względem poprzedniej generacji, i aż się same dłonie składają do oklasków. Tył Bentleya Continentala GT Convertible wreszcie nie jest klockowaty. Bardzo przyjemnie współgrają ze sobą owalne kształty rubinowo czerwonych reflektorów z ramkami końcówek układu wydechowego (wersję z V8 pod maską poznacie między innymi po czterech końcówkach układu wydechowego). Aha, zapomniałbym! Dodano jeszcze napis pod emblematem – Bentley, aby nikt nie miał najmniejszych wątpliwości, z jakim autem ma do czynienia.

Bentley Continental GT Convertible W12

Gwarantuję, że nawet największemu malkontentowi motoryzacyjnemu po kilku minutach na pokładzie w końcu zmiękną kolana. Obcowałem z masą współczesnych aut niejednokrotnie się zastanawiając: u licha ciężkiego, za co miałbym aż tyle zapłacić? W tym przypadku wątpliwości nie mam. Oczywiście, że znajdą się tacy, którzy stwierdzą, iż wnętrze Continentala jest ostentacyjne, a może nawet i kiczowate, ALE absolutnie nikt nie zarzuci mu kiepskiej jakości wykonania (z dwoma małymi wyjątkami), gdyż jest to niekwestionowany, obecny szczyt motoryzacyjny.

Bentley Continental GT Convertible W12

Zmysł wzroku, a także dotyku przeżywa ekstazę. Wewnętrzna klamka z końcówką w kształcie litery „B”, pikowanie Diamond-in-Diamond, w którym każdy diament składa się z osobna z dokładnie 712 ściegów, aluminiowe obudowy głośników we wzorze z grilla, analogowy zegarek Breitling, wielka połać forniru, która płynnie przechodzi z drzwi na deskę rozdzielczą, obrotowe centrum dowodzenia z 12,3-calowym tabletem, a także z trzema fenomenalnie wykończonymi zegarami (temperatura, kompas, stoper), zastosowane różne rodzaje skóry  (przykładowo ta z kierownicy jest bardziej wytrzymała i odporna na chemikalia, natomiast ta z foteli jest dużo bardziej delikatna i przyjemna w dotyku), wykończenie dźwigienek od nawiewów, pokręteł – czuć ciężki pieniądz, nawet gdy stoimy oddaleni od auta o dwieście-trzysta metrów.

Bentley Continental GT Convertible W12

Ergonomia stanowiska pracy jest świetna, a regulowane w 20 kierunkach fotele są po prostu wyborne. Wydaje mi się, że nie muszę wspominać o takich banałach jak pokaźna liczba masaży oraz o tym, że fotele są wentylowane i ogrzewane. Wnętrze jest bardzo przytulne, choć przyznaję, że spodziewałem się, że będzie nieco więcej miejsca, zwłaszcza w drugim rzędzie, w którym usiądą najwyżej dzieci, gdyż ja, mierzący tyle co przywódca narodu polskiego, ledwo się mieszczę.

Bentley Continental GT Convertible W12

Anielski orszak…

Zespół napędowy to dzieło wybitne. Potężne 6-litrowe serce w układzie W12 budzi się ze snu bardzo dyskretnie, nie przenosząc absolutnie żadnych wibracji do naszego azylu. Parametry? Zaspokoją każdego. Do dyspozycji mamy 635 koni pociągowych i 900 niutonometrów, które gotowe są w każdej chwili katapultować nasz niemal 2,5 tonowy pałac bez dachu. Pierwsza setka? W imponujące 3,8 sekundy. Prędkość maksymalna? Absurdalne 333 kilometry na godzinę.

Bentley Continental GT Convertible W12

Przyznaję, że nie miałem do tej pory styczności z autem, które zapewniałoby tak jedwabiście uzależniającą, prawdziwą moc. Dosłownie każda prosta kusi, by poczuć radość płynącą z silnika W12. Akustycznie silnik jest oazą spokoju. Jest jak Ojciec Chrzestny mówiący spokojnym, stanowczym głosem „przychodzi pan w dniu ślubu mojej córki i prosi pan, żebym mordował za pieniądze…”.

Bentley Continental GT Convertible W12

To, z jaką lekkością Bentley Continental nabiera prędkości, porównałbym do skoku na bungee. Uwielbiam w nim ten fakt, że niezależnie od tego, w którym trybie się poruszamy, faworyzuje tylną oś, a aniołowie stróżowie pozwalają na dyskretne uślizgi kół. Do wyboru mamy cztery tryby jazdy: Comfort, Sport, Bentley i Custom. Tutaj nie ma co się rozwodzić, w każdym z nich pierwsze skrzypce gra komfort. W mojej ocenie najlepszy jest Bentley, w którym inżynierowie z Crew umiejętnie zmieszali ze sobą cechy z trybu komfortowego ze sportowym.

Zawieszenie z Porsche Panamery w akompaniamencie 22-calowych kół radzi sobie nadzwyczaj dobrze z masą auta, choć potrafi je nieco wybić z rytmu głębsza studzienka. Czterowarstwowy dach możemy zamknąć i otworzyć poruszając się z prędkością do 50 kilometrów na godzinę. Przy zamkniętym dachu jesteśmy w stanie zapomnieć, że poruszamy się bezdasznikiem, wówczas możemy zacząć delektować się dźwiękami, jakie zaserwuje nam topowy zespół orkiestry – Naim, który składa się z 18 grajków o mocy 2200 W.

Cała cukierkowa otoczka to nie jest czcze gadanie producenta. Bentley Continental GT Convertible sprawia, że każda podróż jest wyjątkowa. Nie jest to sportowo-luksusowy długodystansowiec, to istne motoryzacyjne dzieło sztuki.

Serdecznie dziękuję za jazdę partnerowi – East Cars (kliknij tutaj), lokalnej wypożyczalni samochodów luksusowych na śluby oraz na inne okazje.

Test Mercedesa Klasy S W 223 (kliknij tutaj)

Skala wąsa

Typowy Janusz. . Typowy Janusz 2
Twardziel. Hulk Hogan. Twardziel Hulk Hogan 1
Na codzień miły i towarzyski. Michał Wołodyjowski. Na codzień miły i towarzyski Michał Wołodyjowski 1
Showman, sam seks. Freddie Mercury. Showman, sam seks Freddie Mercury 9